Nie bronicie demokracji przed PiS, ale patologii przed samorządnością i demokracją. List otwarty do Onetu.

Onet z prezydentem Majchrowskim atakują zmiany i narzędzia obywatelskie narzędzia, które od lat promowali: Rzecznicy Praw Obywatelskich Adam Bodnar i Marcin Wiącek, Fundacja Batorego, Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Warszawa, 12 czerwca 2023 roku

Szanowny Pan
Bartosz Węglarczyk
redaktor naczelny
onet.pl z redakcją

Szanowny Panie Redaktorze, Szanowni Państwo,

z ogromnym zaskoczeniem i smutkiem przeczytałem artykuł red. Magdaleny Gałczyńskiej pod niezwykle sugestywnym tytułem PiS wymyślił „plebiscyty ludowe”, by siać chaos w samorządach? „Niewiarygodnie groźne”.

Tekst lapidarnie i celnie podsumował red. Andrzej Andrysiak, zasłużony obrońca niezależności mediów lokalnych i autor niezwykle cennej książki wydanej w zeszłym roku przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej pt. Lokalsi. Nieoficjalna historia jednego samorządu.

Zapytał wprost: „Majchrowski to redagował?”. Trudno nie odnieść takiego wrażenia, gdy narzędzie demokratycznej partycypacji obywateli w życie samorządu nazywane jest kolejno „anarchią”, „liberum veto”, „rozchybotaniem samorządów”, „niewiarygodnie groźnym” i „plebiscytem ludowym”.

Wszystkich zatroskanych o stan demokracji i samorządności oraz obawiających się, że ktoś chce ograniczyć prawa samorządów i obywateli uspokajam – narracja przedstawiona w tytule i leadach artykułu nie ma nic wspólnego z faktami i obroną demokratycznych standardów. Wprost przeciwnie – to po prostu oddanie głosu symbolowi samorządowych patologii, za jaki uchodzi w opinii wielu aktywistów i ekspertów prezydent Jacek Majchrowski.

„Wolne media” przeciwko wolnym mediom

Państwa portal informacyjny, jedno z najważniejszych mediów w kraju, od lat stara przedstawiać się jako medium stojące w awangardzie obrony wolności słowa i mediów, demokracji i praw obywatelskich. Dlatego zaskakuje i bulwersuje, że w tekście nie ma słowa o meritum sprawy, o której piszecie.

Uchwała, która wywołała poruszenie krakowskiego włodarza, dotyczyła spółki, która tworzy propagandową konkurencję dla prawdziwych lokalnych mediów. Jednym z owoców jej działalności jest, jak czytamy w uzasadnieniu do uchwały, „trzecia miejska telewizja, która stała się ogólnopolskim memem, ale przede wszystkim symbolem braku dbałości o środki publicznie, a wręcz ich trwonienia, w dobie budżetu, w którym już w styczniu 2023 r., brakuje aż 420.000,00 zł na komunikację publiczną”.

Kilka tygodni temu problem próbowały nagłośnić sieci prawdziwie niezależnych – zarówno od władz centralnych, jak i lokalnych – mediów. 170 redakcji zrzeszonych w Stowarzyszeniu Gazet Lokalnych i Stowarzyszeniu Mediów Lokalnych rozpoczęło akcję pod hasłem „Samorządowa propaganda niszczy demokrację”.

„Ta patologia trwa i nie ma szyldu partyjnego. Swoje propagandowe media wciskają mieszkańcom samorządy od lewej do prawej. Robią to, bo czują w tym swój polityczny interes. Jednocześnie prowadząc wobec niezależnych wydawców nieuczciwą konkurencję.

Wydawcy niezależnych tytułów lokalnych nie raz stawali w obronie wolnych mediów. Dziś to my potrzebujemy solidarności. Oczekujemy, że teraz większe media naprawdę staną w obronie wolności i niezależności mediów lokalnych” – pisali wydawcy i dziennikarze.

Niestety, brak wspomnienia o meritum problemu w Państwa tekście jest najlepszym dowodem, że na tę solidarność liczyć nie mogą.

W poprzedniej kadencji próbę ograniczenia działalności medialnej przez samorządy podjęli posłowie Kukiz’15. W ostatnich tygodniach – zaczęli mówić o tym politycy PiS. Myli się jednak, kto sądzi, że to akcja prawicy wymierzona w „opozycyjne” samorządy.

Temat trafił bowiem do polityków prawej strony dzięki temu, że przez lata alarmowali w tej sprawie aktywiści i obrońcy demokracji o zupełnie innej proweniencji ideowej: by wspomnieć kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich, profesorów Adama Bodnara i Marcina Wiącka czy zasłużone organizacje broniące praw człowieka i obywatela takie jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej im. Jerzego Regulskiego czy Sieć Obywatelska Watchdog Polska.

Uczynienie z realizacji postulatu tak zacnych środowisk casus belli przeciw obywatelskiemu narzędziu partycypacji, które zostało do niej wykorzystane, stawia rzetelność Państwa artykułu pod wielkim znakiem zapytania.

Jak Fundacja Batorego od lat wspiera pisowski zamach stanu

Obok powyższego przemilczenia równie bulwersującym jest sposób, w jaki zdecydowali się Państwo przedstawić obywatelską inicjatywę uchwałodawczą. Próba opowiadania o niej przez pryzmat narzędzie do realizacji interesów władzy centralnej jest zwyczajnie absurdalna.

Gdyby ktoś uwierzył w Państwa, a właściwie Jacka Majchrowskiego, opowieść o tym, że ułatwienie i upowszechnienie tego narzędzia to swoiste narzędzie w rękach PiS, to mógłby nie przeżyć szoku, jaki przyniesienie przyjrzenie się, kto w ostatnich latach to narzędzie promował. Od wielu lat bowiem najważniejszym w Polsce propagatorem inicjatywy uchwałodawczej mieszkańców jest Fundacja Batorego.

W ramach jej kampanii „Masz głos” w „Bazie wiedzy” znajdziemy swoisty samouczek, jak z tego narzędzia korzystać. „Jeżeli Wam się udało a uchwała została przyjęta – nagłośnijcie swój sukces i edukujcie mieszkańców i mieszkanki, w jaki sposób mogą używać inicjatywy uchwałodawczej by sami zmieniać swoje najbliższe otoczenie!” – czytamy. Kto by się spodziewał, że to właśnie Fundacja Batorego, tak na prawicy znienawidzona, jest głównym edukatorem w zakresie „plebiscytów ludowych”, dzięki którym „grupki pozornie niezależnych „działaczy miejskich”, de facto inspirowane politycznie, będą wprowadzać anarchię
w samorządach”!?

„Wszystko inspirowane politycznie przez PiS” – czytamy w Państwa tekście. Jak widać macki Jarosława Kaczyńskiego opanowały również zasłużoną, liberalno-lewicową fundację stworzoną przez Georga Sorosa.

Dla uczciwości warto podkreślić, że eksperci Fundacji Batorego nie byli wobec zmian bezkrytyczni. Zwracali uwagę, że w pewnym grupie gmin… korzystanie z niego będzie trudniejsze. „Dane pokazują, że chociaż wprowadzone regulacje w znacznej większości gmin poszerzą możliwości wpływania na lokalną politykę przez mieszkanki i mieszkańców, to niestety nie brakuje miejsc, w których zgłoszenie inicjatywy uchwałodawczej będzie trudniejsze niż dotychczas” – pisali.

Nie mieli jednak oporów, by przyznać, że „wprowadzenie zapisów o obywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej w ustawie o samorządzie gminnym spotkało się z dużym entuzjazmem, który w obliczu tego, że w 81% gmin procedura ta nie istniała wcześniej, zdaje się jak najbardziej uzasadniony”.

Podobnie sprawę na łamach portalu ngo.pl Grzegorz Wójkowski, prezes Stowarzyszenia Aktywności Obywatelskiej Bona Fides oraz koordynator regionalny akcji Masz Głos w woj. dolnośląskim, opolskim i śląskim. „Do zmian należy odnieść się z dużą aprobatą i podkreślić, że inicjatywa uchwałodawcza mieszkańców jest istotnym narzędziem zwiększania partycypacji obywateli w funkcjonowaniu samorządu terytorialnego, a co najważniejsze, pozwala ona mieszkańcom realnie wpływać na politykę kształtowaną przez organy jednostek samorządu terytorialnego” – przekonywał.

Samorząd to mieszkańcy, nie samorządowcy

Kilka tygodni temu w ramach działalności LubBezpośrednio.pl – Instytutu Demokracji Bezpośredniej Agata Kempa przeprowadziła wywiad z Mateuszem Jaśko, twórcą inkryminowanej przez Państwa uchwały i zatroskanym o sprawy Krakowa obywatelem, twórcą profili „Co jest nie tak z Krakowem?”. W pamięć zapadł mi szczególnie jeden fragment wypowiedzi Mateusza.

„Łatwo jest psioczyć na PiS, na Platformę, na Tuska, Kaczyńskiego czy Dudę. Bo nie spotykamy ich w sklepie, nie widzimy ich na ulicy, nie mamy wspólnych znajomych. Ale z radnymi miejskimi już sytuacja wygląda całkiem inaczej. Trzeba mieć odwagę, żeby to zrobić, nie każdy ma. Ci ludzie będą się potem bezpośrednio do nas zwracać, bo to robią (…) Mogą mieć wpływ na nasze dalsze życie” – zwracał uwagę.

Państwa atak nie tylko na inicjatora uchwały (powielili Państwo absurdalną tezę, że działa z inspiracji Prawa i Sprawiedliwości), ale i na narzędzie, z którego skorzystał, niestety brutalnie potwierdza jego intuicję. To też kolejny dowód na to, jak patologiczną wizję „samorządności” i jej obrony prezentują centralne media.

Szanowni Państwo! Czas wreszcie zrozumieć, że samorządność nie polega na bezrozumnej obronie każdej patologii, z jakiej korzystają samorządowcy, ale właśnie na wspieraniu podmiotowości mieszkańców. Samorząd to bowiem nie kasta samorządowych polityków i urzędników, ale mieszkańcy właśnie. Państwo chcą im tę podmiotowość swoim atakiem odebrać. Mam nadzieję, że z ignorancji, a nie z wyrachowania.

Uprzejmie proszę o publikację niniejszego listu na Państwa łamach, bez skrótów lub z odesłaniem do pełnego tekstu na stronie LubBezpośrednio.pl. Zostanie on opublikowany na licencji Creative Commons 4.0. na łamach Instytutu Demokracji Bezpośredniej i rozesłany do innych mediów z prośbą o jego przedruk.

Z szacunkiem
Piotr Trudnowski
koordynator LubBezpośrednio.pl
Instytutu Demokracji Bezpośredniej

NEWSLETTER

Chcesz otrzymać dostęp do platformy do głosowań, której premiera w najbliższych dniach? Zostańmy w kontakcie! Koniecznie zapisz się na newsletter! Śledź nas też na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube i TikToku.